Studnia Smaków

Well of Tastes- Blog pewnej Poznanianki


2 Komentarze

Mój pierwszy lot / My first flight

Dziś zapraszam do przeczytania tekstu, który napisałam w weekend, a którego z przyczyn technicznych nie mogłam wcześniej opublikować.

I wrote this text at the weekend, before the emotions cooled down. Unfortunately I couldn’t publish it earlier for technical reason. Let’s start from beginning!

„Jest niedzielne południe i wracam właśnie pociągiem z Wielenia. Postanowiłam, że napiszę ten tekst na świeżo, póki emocje jeszcze nie ostygły. Choć to co za moment opiszę miało miejsce w piątek, to dalej nie mogę uwierzyć, że wydarzyło się naprawdę. Najlepiej będzie jeśli zacznę od początku.

W sobotę byłam na 28 Pikniku Lotniczym w Trzebiczu. Pojechaliśmy tam z R. i jego bliskimi nie bez powodu. Jakiś czas temu postanowiłam przygotować dla niego lotniczą niespodziankę na urodziny. Wyszło lepiej niż sobie wymyśliłam, ponieważ Uwe Zimmermann zaproponował R. lot, który odbył się właśnie w piątek, w Trzebiczu. Ku mojemu zaskoczeniu gdy R. wylądował okazało się, że ja też mogę lecieć. I choć przez chwilę przeszło mi przez myśl, że to się może źle skończyć, że może być mi niedobrze to bez wahania podjęłam decyzję, że polecę. Przecież zawsze o tym marzyłam. Nadal to do mnie nie dociera. Najlepsze jest to, że miałam lecieć następnego dnia i kiedy zdążyliśmy już wyjechać z Trzebicza to zadzwonił Uwe powiedział, że jeśli jesteśmy jeszcze na miejscu to mogę lecieć od razu, więc zawróciliśmy. Oboje lecieliśmy samolotem Ikarus C42.

On Saturday I was on 28th Air Picnic in Trzebicz. We drove there with R. and his family not without the reason. Some time ago I thought up the air surprised for him. It came up better than I thought up because Uwe Zimmermann offered a flight to Robert, which took place in Trzebicz on last Saturday. When R. touched down, Uwe suggested that I could fly too! I was surprised and excited! It crossed my mind that might finish bad for me and I could feel sick. Without hesitation I decided I would fly and it was the best decision! I’ve always dreamed about it! I can not believe that it really happened. We both flew Ikarus C42.

Ikarus C42 to jednopłatowiec, w którym pilot i pasażer zajmują miejsca obok siebie. Maksymalna prędkość jaką osiąga to 160-180 km/h. Wykorzystywany do ćwiczeń, wyciągania szybowców, do skoków spadochronowych.

Ikarus C42 is a single-engined high-wing monoplane. Pilot and passenger sit side-by-side. The maximum speed it can achieve is 160-180 km/h.

Sam moment startu, oderwania się samolotu od podłoża jest niesamowitym doświadczeniem. Gdy samolot wzbije się do góry to ma się poczucie takiej płynności i lekkości. Jakby nic nie ważył. Największym zaskoczeniem dla mnie było to, że lecieliśmy 140 km/h i  w ogóle nie było czuć tej prędkości. Im wyżej się leci, tym jest ona mniej odczuwalna. Cieszę się, że poleciałam jednak w piątkowy wieczór, ponieważ miałam okazję zobaczyć zachód Słońca z innej perspektywy. Fajnie jest podziwiać świat z góry. Lasy, domy, jeziora wyglądają zupełnie inaczej. Przez chwilę miałam okazję posterować- skręcać. Przemek, dziękuję za wspólny lot. 🙂

The moment of taking off and getting off the groud is an amazing experience. When the plane rose up, I had impression of lightness and fluency. The biggest surprise was that we flew at 140 km/h and I didn’t feel the speed at all. The higher you fly, the less the speed is noticeable. I’m glad that I flew on Friday evening, because I could watch the sunset from other perspective. It’s really cool to admire world from above. Everything looks different.

Dzięki temu, że leciałam jednak tego samego dnia co R. to załapaliśmy się na wieczorny pokaz Uwe Zimmermanna, który rozpoczął się tuż po moim lądowaniu. Wcześniej nie wiedzieliśmy, że będzie drugi pokaz (pierwszy był o 17:30). Muszę przyznać, że sporo by nas ominęło, ponieważ wieczorny pokaz był dłuższy, bardziej skomplikowany. Dodatkowym efektem było oświetlenie samolotu. Uwe pokazał co potrafi i że jestem mistrzem. Te wszystkie akrobacje i niskie przeloty zapierające dech w piersiach! Jeśli kiedyś się okaże, że będzie występował w Waszej okolicy, to koniecznie się wybierzcie. Jest na co popatrzeć.”

Uwe, dziękuję za wszytko! To była przyjemność spotkać Cię w Trzebiczu. 🙂

The Uwe Zimmermann’s  evening display began afer my landing. Earlier we didn’t know that would be a second display (first was at 5:30 p.m.). I must admit that we would lose a lot. This second show was longer and more complicated. These acrobation and low overfight were breath taking! The aircraft’s lightig was an extra effect. Uwe showed what he can do and that he is the master.

Uwe, thank you for everything! It was pleasure to met you in Trzebicz. 🙂

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku z naszych lotów. I invite you to watch some short movie from Saturday, from our flights!

Do  następnego! See you soon!

Reklamy


Dodaj komentarz

Ja, kapitan

Wszystko zaczęło się w pewien piękny weekend na przełomie września i października kiedy R. pokazał mi w książce dedykację z autografem dla jego mamy od kpt. Tadeusza Wrony. Potem wszystko potoczyło się już lawinowo. Czytałam ją wieczorami i w każdej „wolnej” chwili, a po powrocie do Poznania gdy okazało się, że nie jest dostępna stacjonarnie zamówiłam ją na stronie Wydawnictwa Poznańskiego. O jakiej książce mowa? Oczywiście o „Ja, kapitan”.

Osoby, które obserwują Studnię Smaków na Instagramie wiedzą, że ta książka bardzo mnie wciągnęła. Dlaczego?Ponieważ jest to autobiografia niesamowitego człowieka, który po raz pierwszy w historii wylądował Boeingiem 767 bez podwozia, na Warszawskim Okęciu w 2011 roku. Autor opowiada o swoim życiu, o tym jak rozwijał swoją największą pasję, którą jest lotnictwo. O pokonywaniu trudności i przeszkód jakie pojawiają się w życiu. O tym, że tak naprawdę nigdy nie można się poddawać i należy dążyć do spełnienia swoich marzeń. O drodze jaką przebył od pilota szybowca do pilota największych samolotów pasażerskich, czyli Dreamlinerów. Jego wspomnienia przeplatają zapiski z owego feralnego lotu i manewru lądowania awaryjnego. Nie myślał wtedy o sobie tylko o bezpieczeństwie pasażerów i całej załogi. Dzięki umiejętnościom, opanowaniu i współpracy z załogą wylądował szczęśliwie na warszawskim lotnisku. Co najważniejsze nikt z 231 osób, które były wtedy na pokładzie samolotu nie został ranny. Ciekawym uzupełnieniem są znajdujące się na końcu książki wspomnienia osób z rodziny Tadeusza Wrony oraz dwóch osób, które wracały lotem PLL LOT 016. Kapitan Tadeusz Wrona dnia 7 listopada 2011 roku został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski przez Bronisława Komorowskiego, ówczesnego prezydenta Polski.

Jeśli interesujecie się lotnictwem lub chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Tadeuszu Wronie to zdecydowanie polecam Wam przeczytanie tej książki. Bardzo dobrze i szybko się ją czyta. Jest wciągająca, więc jeśli zaczniecie  ją czytać to liczcie się z tym, że prędko się od niej nie oderwiecie. 😀