Studnia Smaków

Well of Tastes- Blog pewnej Poznanianki


Dodaj komentarz

Restauracja Nacodzień

Na kulinarnej mapie Poznania pojawiło się nowe miejsce. W centrum miasta, na rogu ulic Kościuszki i Taczaka swoje podwoje w ostatni poniedziałek otworzyło Nacodzień. Przytulny lokal, który w swojej ofercie od poniedziałku do piątku ma śniadania oraz lunche. Jeśli nie masz czasu, by przysiąść na chwilę ponieważ spieszysz się do pracy czy na uczelnie, to i tak wejdź do środka. Obsługa zapakuje Ci m.in. pyszne kanapki i kawę na wynos. Zaletą jest to, że dania lunchowe w ciągu tygodnia zmieniają się.

Po raz pierwszy (po otwarciu) odwiedziłam Nacodzień w czwartek z siostrą. Marianna jest wielką amatorką pasty jajecznej, więc pomimo pory obiadowej zamówiła sobie bułkę właśnie z pastą jajeczną. Ja zdecydowałam się na kotlety warzywne serwowane z kaszą gryczaną z sosem oraz dwoma rodzajami surówek. Porcja była na tyle duża, że zjadłyśmy ją z siostrą na pół, gdyż sama nie dałabym rady. Pyszny sos, idealnie ugotowana kasza gryczana i te kotlety…. Mniam! Pozytywnie zaskoczyło nas to, że były z wierzchu chrupiące, co jest dość trudne do uzyskania w przypadku kotlecików warzywnych. Do tego chrupiąca i orzeźwiająca surówka z selera naciowego. Zdecydowanie polecam to danie! Drodzy mięsożercy, dania mięsne w Nacodzień również są i mam nadzieję, że wkrótce ich spróbuję.

W soboty obowiązuje nieco inna formuła niż w dni robocze, czyli brunch. Co to jest brunch? Angielskie breakfast + lunch, czyli śniadania oraz lunchu. Płacisz raz na początku i jesz co chcesz oraz ile chcesz. W cenie jest także dzbanek herbaty. Byłam w sobotę w knajpce na Kościuszki 70 żeby spróbować różnych dań i żeby porobić zdjęcia do wpisu. Oprócz tego obserwowałam ludzi na ulicy. Zaczynają się oswajać z tym, że jest tam nowe miejsce, w którym można coś zjeść. Niektórzy od razu wchodzą, inni zaglądają przez okno i idą dalej. Jeszcze inni przechodzą obok, by po chwili zawrócić i jednak wejść. Najbardziej brunch przypadł do gustu trójce mężczyzn, którzy siedząc obok przy stoliku zachwycali się jajecznicą na masełku, pastą z makreli i innymi daniami serwowanymi tego dnia. Doszło nawet do tego, że ze śmiechem licytowali się miedzy sobą, kto pierwszy zobaczył Nacodzień i zaproponował by zjeść właśnie tam. Obiecali, że jeszcze wrócą. Oby takich klientów było jak najwięcej, ponieważ naprawdę warto. Wszystkie dania przygotowywane są z wysokiej jakości produktów, z pasją i miłością do ludzi i do gotowania. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy piszę dziś obiektywnie (gdyby mi nie smakowało, to bym nie polecała, strzeliłabym sobie w kolano takim wpisem) to po prostu odwiedź Nacodzień i sam oceń. Będzie mi miło jeśli podzielisz się ze mną swoimi spostrzeżeniami tutaj w komentarzach, na Facebook’ u czy też na Instagramie.

Najpierw chciałabym pokazać jak wygląda w środku, a potem jeszcze napiszę co nieco o brunchu i o jedzeniu. 🙂

A w głębi lokalu znajduje się przytulny kącik:

Do brunchu domówiłam sobie z menu śniadaniowego omlet z warzywami. Uwielbiam… po raz pierwszy jadłam go kiedy robiłyśmy zdjęcia, jeszcze przed otwarciem Nacodzień. Z cebulką i papryką, jest pyszny i delikatny. Serwowany ze świeżym szczypiorkiem i pomidorkami. Mniam! Oczywiście każdy sobie doprawia solą i pieprzem według uznania. 🙂 Pozostałe dania z menu śniadaniowego to m.in. jajecznica na masełku lub na boczku, kanapki z pastami, owsianka lub jaglanka.

Jeśli chodzi o menu brunchowe to do wyboru były: pasta z makreli, pasta jajeczna (obłędna!), sałatka ziemniaczana, sałatka z ryżem i tuńczykiem, twarożek, pasta warzywna (rewelacja!), pieczone ziemniaki, kotlety warzywne, pasztet z dziczyzny, 2 rodzaje śledzi. Wszystko świeżo przygotowane.

Taki widok mieli przechodnie zaglądający przez okno do środka. 😉

To co? Kiedy wpadniesz do Nacodzień?

Gdzie? ul. Kościuszki 70, Poznań

Godziny otwarcia: od pon do pt 7:30- 20:00

sob 10:00- 15:00

 

Reklamy


Dodaj komentarz

Kremowa owsianka / Creamy porridge

Czy Wy też uważacie, że w mroźne, zimowe dni nie ma lepszego pomysły na rozpoczęcie dnia niż ciepłe śniadanie? Jajecznica, omlet albo owsianka. Tym razem postanowiłam przygotować delikatną owsiankę o kremowej konsystencji z dodatkiem ulubionych owoców i orzechów. Kilka minut i pożywne śniadanie dające nam energię na początku dnia jest gotowe. Polecam!

Składniki:

  • 1 szkl mleka
  • 3 łyżki zmielonych płatków owsianych (ja używam zawsze zwykłych)
  • cukier/ksylitol (odrobina do smaku)
  1. Mleko wlać do garnuszka i dodać do niego zmielone płatki owsiane oraz cukier (jeśli słodzisz).
  2. Gotować na wolnym ogniu aż owsianka zacznie gęstnieć.
  3. W trakcie gotowanie trzeba często mieszać, żeby uniknąć przypalenia.
  4. Odstawić na kilka minut, następnie przelać do miseczki i podawać z ulubionymi owocami, orzechami, ziarenkami.

Today I have for you recipe for a wonderfully comforting, healthy and warm breakfast. Do you agree with me that the warm breakfast are perfect way to start cold, winter days? You should prepare this delicious and creamy porridge, if you think the same. You can add some fresh or dried fruit, nuts and seeds which you like. Let’ s cook it and start new day with energy and smile on your face. 🙂 Let me know if you like it in the comment.

Ingredients:

  • 1 cup of milk (250 ml)
  • 3 tbsp ground oats
  • sugar (to taste)
  1. Pour the milk to the pan and add ground oats and sugar.
  2. Bring to boil and simmer for a few minutes. Remember about stirring.
  3. Leave it for a few minutes, then pour into bowl.
  4. Add favourite fruit, seed or nuts and start day with this creamy porridge.

 

Bon Appétit! Smacznego! Enjoy!


Dodaj komentarz

Zupa dyniowa z mlekiem kokosowym / Pumpkin soup with coconut milk

Dzisiaj mam dla Was dość nietypową propozycję zupy dyniowej, ale za to idealną na sezon jesienno- zimowy. Delikatną, kremową konsystencję i aromatyczny smak zawdzięcza zawartości mleczka kokosowego i czerwonej pasty curry. Najlepiej smakuje serwowana z kwaśną śmietaną lub jogurtem naturalnym oraz świeżą kolendrą. Póki dynie są bez problemu dostępne proponuję zrobić z nich puree i zamrozić. Dzięki temu w zimie przygotujecie z niego pyszną, rozgrzewającą zupę lub wykorzystacie je do wypieków itd.

Składniki:

  • 900 g upieczonej w piekarniku dyni
  • 3 łyżki oleju
  • 45 g czerwonej pasty curry
  • 1 cebula
  • 1 ½ szkl bulionu warzywnego
  • ½ l mleka kokosowego
  • 1 butelka passaty pomidorowej (680 g)

do podania:

  • kwaśna śmietana / jogurt naturalny
  • świeża kolendra
  1. Na patelni rozgrzać olej i zrumienić na nim pokrojoną w kostkę cebulkę. Dodać pastę curry i przesmażyć około 2-3 minut ciągle mieszając.
  2. Dodać pokrojoną w kostkę dynię i wymieszać.
  3. Wlać bulion warzywny, passatę pomidorową. Gotować przez kilka minut.
  4. Następnie należy dodać mleko kokosowe, doprawić solą i pieprzem do smaku.
  5. Odstawić do ostygnięcia, zmiksować.
  6. Powstały krem przetrzeć przez sito.
  7. W razie gdyby zupa była za gęsta można dolać więcej mleka kokosowego lub bulionu. Wszystko zależy od rodzaju użytej przez nas dyni.
  8. Zupę podawać oczywiście podgrzaną, z kwaśną śmietaną i świeżą kolendrą.

Do you like pumpkin? Today I have for you some idea for delicious and simple pumpkin soup. It is perfect for  cold day and freakish weather. The kick of red curry paste is a little bit sett off by soothing coconut milk.  Serve this fragrant soup with fresh coriander and sour cream or natural joghurt.

Ingredient

  • 900 g baked pumpkin
  • 1 onion
  • 3 tbsp oil
  • 45 g red curry paste
  • 1 ½ glass vegetable stock
  • ½ l coconut milk
  • 680 g tomato passata
  1. In large saucepan saute chopped onion until is translucent.
  2. Add red curry paste and fry 2-3 minutes. Stir all the time.
  3. Add chopped baked pumpkin and stir.
  4. Pour vegetable stock and tomato passate. Season with salt and bring to boil.
  5. Cook for 10 minutes and pour the coconut milk.
  6. Leave to cool and blend it. Then press the soup through a sieve. If the soup is too thick add more coconut milk or vegetable stock.
  7. Before serviving bring to boil and season with salt and pepper.
  8. Serve with a saur cream and coriander (cilantro).

Bon Appétit! Smacznego! Enjoy!


5 Komentarzy

Piernikowe kulki mocy / Gingerbread energy balls

W tym roku postanowiłam zacząć wcześniej przygotowywać dla Was przepisy świąteczne. Tak, żeby każdy mógł przetestować interesujący go przepis jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Ograniczacie cukier a chcielibyście zjeść w święta coś słodkiego? Piernikowe kulki mocy są świetną alternatywą dla kupnych świątecznych słodyczy, ale też smaczną i zdrową przekąską na jesienno-zimowy czas. Późna jesień i zima kojarzą mi się właśnie z zapachem przypraw korzennych i cytrusów. Pralinki są bez dodatku cukru, a i tak w smaku są słodkie z pomarańczowym aromatem. Robi się je błyskawicznie. Możecie je przygotować nawet rano przed wyjściem do szkoły czy pracy i zabrać np. 2 jako przekąskę.

Składniki:

  • 100 g zmielonych orzechów laskowych
  • 10 daktyli
  • starta skórka z 1 pomarańczy
  • ½ łyżeczki przyprawy piernikowej
  1. Zmielone orzechy zmiksować z pozostałymi składniki.
  2. Z powstałej masy uformować pralinki.
  3. Można je dodatkowo obtoczyć w zmielonych orzechach, ale bez są równie pyszne. Obtaczania w kakao w tym przypadku nie polecam.

Today I have for you recipe for delicious, super simple, Christmas- inspired and nourishing gingerbread energy balls. They are great alternative for Christmas sweets from grocery store. Breaking news!!! No sugar added! But they are sweet with delicate flavor of orange zest. I promise you’ll want more that one bite of this balls. Prepare it for yourself or like edible gift for family and friends. This is good example of healthy and mouth- watering snack during atumnal and winter days. Enjoy!

Ingredients:

  • 100 g ground hazelnuts
  • 10 dates
  • zest from 1 orange
  • gingerbread spice
  1. Place the dates in a bowl and pour hot water over top. Let soak for 5 minutes.
  2. Add all ingredients to a food procesor and blend until mixtur is a dough consistency.
  3. Take portions of the mixture and roll in your hands to create a small ball.
  4. Store energy balls in jar in the fridge (one week).

 


Dodaj komentarz

Jabłkowe chipsy / Apple chips

Jesienne, coraz dłuższe wieczory i coraz brzydsza pogoda nastrajają do pozostania wieczorem w domu i do spędzenia czasu np. przy książce. Jedni ten czas wolą spędzić przed telewizorem, inni przy planszówkach czy też przy rozwiązywaniu łamigłówek . Niezależnie od tego co wtedy robimy, to i tak każdy lubi wtedy coś przygryźć. Słone paluszki, chipsy, cukierki, ciastka czy też suszone owoce. Wybór w sklepach jest ogromny. Często te kupne suszone owoce są siarkowane lub z olejem palmowym, dlatego powinniśmy zwracać uwagę na ich skład. Czy jest jakieś inne rozwiązanie? Tak, można je ususzyć w domu. Jeśli nie macie suszarki do owoców i warzyw możecie wykorzystać piekarnik lub starą metodą suszyć owoce na talerzu postawionym na kaloryferze (jest to jednak najbardziej czasochłonna metoda). I chociaż sezon robienia przetworów powoli dobiega końca, to w mojej kuchni unosi się aromat suszonych owoców i warzyw. Jabłka suszę do wigilijnego kompotu z suszonych owoców. Za namową babci skórki z jabłka też suszę i potem w zimie robię z nich rozgrzewający napar z cynamonem, imbirem i cytryną. Jednak najbardziej lubię chrupiące chipsy jabłkowe. Są świetną przekąską na jesienne wieczory. Czasem zabieram je do pracy. Jeśli nie chcecie żeby ściemniały to przed suszeniem wystarczy je zamoczyć w wodzie z sokiem z cytryny. Mi jednak kolor nie przeszkadza, a takie bez cytryny lubię w smaku najbardziej. Czasem urozmaicam je trochę posypując delikatnie cynamonem.

Składniki:

  • jabłka
  • sok z cytryny (ewentualnie)
  1. Umyte jabłka należy pokroić w cienkie plasterki (mogą być ze skórką jeśli lubicie).
  2. Plasterki jabłek poukładać na blaszkach suszarki. Suszyć w temp. 65°C aż będą chrupiące.
  3. Jeśli będziecie suszyć jabłka w piekarniku to należy blachę wyłożyć papierem do pieczenie. Suszyć również w temperaturze 65 °C, ale przy uchylonych lekko drzwiczkach.
  4. Ususzone chipsy jabłkowe przełóż do czystego słoika i zakręć.

I like Autumn for two reasons. First of all because it’ s my birthday season. Secondly I like when leaves start to turn yellow, orange and red. You should believe me that, polish gold Autumn is really beautiful. It’ s perfect time for walking and discover beautiful and colourful places in my city. But… when evenings are longer and the weather is worse and rainy, I want to spent more time at home like other people. In this time I read more book than for example in a Spring. I bet you want to eat some snacks, when you spent time at home by reading books, watching television, playing games etc. Which snacks? Chips? Cookies? Sweets? Oh, come on. It’ s time for self- care. Prepare with me this healthy and delicious snacks! Apple chips are tasty, crispy, natural, without sugar and food preservative.  I know that it is much easier to buy them at the grocery store but home made are better.

Ingredients:

  • apples
  1. Carefully cut apples into thin slices. You can use sharp knife or a mandolin.
  2. Lay apple slices in to the food dehydrator machine. Another way to prepare the apple chips is baking them in the oven.
  3. Sprinkle lightly with cinnamon, if you want.
  4. Bake in the oven or dry in food dehydrator machine in 65°C , until apples are dried and crispy.
  5. Put the apple chips into the jar.

Follow „Well of Tastes” on the Instagram, if you want see polish gold Autumn and more inspiring pictures.

 

Smacznego! Enjoy! Bon Appétit!


Dodaj komentarz

Ja, kapitan

Wszystko zaczęło się w pewien piękny weekend na przełomie września i października kiedy R. pokazał mi w książce dedykację z autografem dla jego mamy od kpt. Tadeusza Wrony. Potem wszystko potoczyło się już lawinowo. Czytałam ją wieczorami i w każdej „wolnej” chwili, a po powrocie do Poznania gdy okazało się, że nie jest dostępna stacjonarnie zamówiłam ją na stronie Wydawnictwa Poznańskiego. O jakiej książce mowa? Oczywiście o „Ja, kapitan”.

Osoby, które obserwują Studnię Smaków na Instagramie wiedzą, że ta książka bardzo mnie wciągnęła. Dlaczego?Ponieważ jest to autobiografia niesamowitego człowieka, który po raz pierwszy w historii wylądował Boeingiem 767 bez podwozia, na Warszawskim Okęciu w 2011 roku. Autor opowiada o swoim życiu, o tym jak rozwijał swoją największą pasję, którą jest lotnictwo. O pokonywaniu trudności i przeszkód jakie pojawiają się w życiu. O tym, że tak naprawdę nigdy nie można się poddawać i należy dążyć do spełnienia swoich marzeń. O drodze jaką przebył od pilota szybowca do pilota największych samolotów pasażerskich, czyli Dreamlinerów. Jego wspomnienia przeplatają zapiski z owego feralnego lotu i manewru lądowania awaryjnego. Nie myślał wtedy o sobie tylko o bezpieczeństwie pasażerów i całej załogi. Dzięki umiejętnościom, opanowaniu i współpracy z załogą wylądował szczęśliwie na warszawskim lotnisku. Co najważniejsze nikt z 231 osób, które były wtedy na pokładzie samolotu nie został ranny. Ciekawym uzupełnieniem są znajdujące się na końcu książki wspomnienia osób z rodziny Tadeusza Wrony oraz dwóch osób, które wracały lotem PLL LOT 016. Kapitan Tadeusz Wrona dnia 7 listopada 2011 roku został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski przez Bronisława Komorowskiego, ówczesnego prezydenta Polski.

Jeśli interesujecie się lotnictwem lub chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Tadeuszu Wronie to zdecydowanie polecam Wam przeczytanie tej książki. Bardzo dobrze i szybko się ją czyta. Jest wciągająca, więc jeśli zaczniecie  ją czytać to liczcie się z tym, że prędko się od niej nie oderwiecie. 😀